By zdać sobie sprawę, jak inne tematy zajmowały kiedyś mieszkańców i „opinię społeczną” naszego miasta, wystarczy zajrzeć do gazet sprzed lat. Otóż 70 lat temu dziennikarzom Dziennika Bałtyckiego zwrócono uwagę na pewien zakład fryzjerski, którego sukces wcale nie musiał oznaczać nad wyraz pochwalnego tekstu. A widziały one tę kwestię tak: „Ciesząca się powodzeniem, mimo braku szyldu, spółdzielnia fryzjerska przy ulicy Dworcowej w Pruszczu Gdańskim, nie zdaje egzaminu jeśli chodzi o czystość i estetyczny wygląd lokalu. Gdyby nagle zajrzał tam członek jury konkursu czystości i estetyki sklepów, kierownictwo zakładu otrzymałoby po prostu ocenę niedostateczną za minimalne starania w tym względzie. Czas najwyższy, aby mistrzowie golenia pomyśleli również o higienie obowiązującej w tego rodzaju zakładzie”
Na szczęście w inny nastrój wprawia nas zwykle lektura niezawodnych „Ogłoszeń drobnych” z tego samego dnia. Otóż pewien mieszkaniec Pruszcza, z ulicy Kopernika tak oto ogłasza swoje potrzeby: „KONIA, wóz ogumiony sprzedam albo zamienię na krowy.”






