
W rankingu świąt komunistycznych Święto Pracy znajdowało się na samym szczycie. Może niekoniecznie pod względem ideologicznym, ale dla mieszkańców – szczególnie mniejszych miast – dzień ten kojarzył się przede wszystkim z pochodem przechodzącym przez główną arterię miasta, festynami i kwiatami.
Nie inaczej obchodzono ten dzień w naszym Pruszczu. Pochody najczęściej ruszały z terenu Miejskiego Ośrodka Sportu. Tam zbierali się przedstawiciele zakładów pracy, władze miasta i gminy oraz młodzież. Władze miasta (czytaj: partii) wyruszały jako pierwsze i, przechodząc obok trybuny honorowej, kończyły tam swój marsz, ustawiając się na niej, by odbierać „hołd” od pozostałych uczestników pochodu, czyli mieszkańców.
W dalszej kolejności szli przedstawiciele zakładów pracy – dyrekcja i pracownicy. Stałym, dobrze widzianym propagandowo elementem była obecność dzieci, czyli pociech pracowników tych zakładów. W pochodzie uczestniczyły także różne związki zawodowe, przedstawiciele branż, sportowcy oraz młodzież szkolna – harcerze i młodzi sportowcy. Nie brakowało też miejscowej orkiestry dętej, pielęgniarek i strażaków.
Korowód kończył się zwykle niedługo po minięciu trybuny honorowej, która najczęściej znajdowała się na wysokości budynków ówczesnego Komitetu Miejskiego Partii (dzisiejszego Urzędu Miasta). Nie był to jednak koniec „święta”. Drugą część stanowił festyn na stadionie, któremu często towarzyszył mecz piłkarski. Niestety, nie pamiętamy już, czy były to oficjalne rozgrywki ligowe, czy spotkania popularnej ligi zakładów pracy. Bywały też okolicznościowe wyścigi kolarskie.
O stronę gastronomiczną dbał wóz dostawczy, z którego „z paki” sprzedawano zimne serdelki z chlebem.
Dla władz komunistycznych 1 maja odgrywał ważną rolę propagandową. Do mieszkańców takich miast jak nasze przekaz ten jednak w dużej mierze nie trafiał. Dzień ten postrzegano raczej jako jedną z niewielu okazji, kiedy coś się działo w szarej codzienności tamtych czasów.
————
Fot.-J.Ossorya-Cierpicki


