W marcu w progi Domu Wiedemanna zawitała przesympatyczna amerykanka Karen Ebner. Historia naszych kontaktów z panią Karen sięga kilku lat wstecz…
Zaczęło się od maila, który wysłała, poszukując wiadomości na temat swojej zaginionej ciotki, Idy Dory Pawlowski. Młoda pracownica pruszczańskiej poczty, pod koniec wojny ewakuowała się z miasta i słuch po niej zaginął. Pozostali członkowie rodziny, wraz z babcią Karen, wyjechali z Kolbud, gdzie mieszkali i osiedlili się w USA.
Babcia całe życia miała nadzieję odnaleźć najmłodszą siostrę, co się niestety nie udało. Po jej śmierci wnuczka – Karen, postanowiła przyjechać do Polski. Swój zamysł zrealizowała w tym roku, przywożąc zdjęcia i informacje o innych członkach rodziny. Dzięki nim ustaliliśmy, że część z nich mieszkała w Pruszczu Gdańskim. Garncarz Wilhelm zamieszkiwał przy dzisiejszej ulicy Dworcowej. Hermann, przy dzisiejszej Obrońców Pokoju. Dziadek Karen, krawiec, miał swoje mieszkanie i warsztat przy ul. Grunwaldzkiej 13. Do dziś pozostał po nim biały ślad po dawnej reklamie.
Nasz gość, prowadzony do kolejnych adresów nie krył wzruszenia i radości. To co przez wiele lat było kompletną abstrakcją, nagle stało się realne.
Badanie losów swojej rodziny nie jest dla Karen łatwe. Swoją nową pasją nie udało się jej zarazić innych członków rodziny. Mimo to za jakiś czas do nas wróci. Jest zachwycona Gdańskiem i Sopotem. „Ludzie i jedzenie są wspaniałe, właśnie powiedziałam sąsiadom, którzy mają polskie dziedzictwo, że powinni odwiedzić rodzinne strony. Teraz o tym myślą.” – kończy swoją ostatnią korespondencję nasza amerykańska znajoma.







